Narkotyki
Kilka lat temu, z początkiem nowego milenium, rozpętała się w mediach i na sejmowych ławach dyskusja na temat: czy narkotyki tak zwane miękkie, czyli marihuanę i haszysz, należy w Polsce zalegalizować. Emocji było co nie miara, wypowiadali się stróże prawa i obrońcy moralności, cenieni socjologowie i etycy, a nawet lekarze. Zażarte spory ucichły, a w polskim prawie nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o posiadanie i palenie „trawki”, czy „haszu’.
Nadal, jeżeli policja znajdzie przy tobie narkotyki miękkie, nawet w minimalnej ilości, ma prawo je skonfiskować, a ciebie wsadzić do więzienia za posiadanie, zażywanie, czy handel. Paradoks polega na tym, że już samo posiadanie, czy sprowadzanie ziaren konopi indyjskich nie jest objęte tak restrykcyjnymi sankcjami. Nasiona marihuany nie są bowiem na liście substancji zakazanych przez prawo.
W Polsce jednak prawo to jest martwe. Generalnie z tego powodu, że według badań, wzrosło w naszym kraju przyzwolenie społeczne na zażywanie marihuany i haszyszu. Utrwaliło się bowiem przekonanie, że palenie ich od czasu do czasu jest zupełnie nieszkodliwe i nie powoduje żadnych uzależnień. Dlatego też narkotyki te rozszerzyły swój krąg odbiorców. Kiedyś zażywali je głównie ludzie młodzi - studenci, licealiści, dziś natomiast sięgają po nie już gimnazjaliści, ale także zestresowani tempem życia i karierą biznesmeni, którzy palą dla „rozluźnienia”.
Narkotyki miękkie są poza tym bardzo łatwo dostępne. Dilerzy sprzedają swój towar nie tylko w pubach, dyskotekach, czy szkołach, ale i w centrach handlowych, galeriach, a nawet w kinach. Powodzeniem cieszą się zwłaszcza w te dni, gdy kina obniżają ceny biletów, a na seanse przychodzą stada młodzieży. Wśród nich miękkie narkotyki stały się swego rodzaju modą.